Młodsze pokolenie jest bardziej otwarte

Mezri Hebbechi urodził się w Tunezji, ale w jego żyłach płynie także włoska krew - jego mama jest Włoszką. Kiedy miał 20 lat wyjechał do Niemiec, tam mieszkał 6 lat, a następnie przeniósł się do Polski, gdzie mieszka do dziś ze swoją żoną - Polką - oraz synkiem. Jego ojczyzną i rodzinnym domem zawsze będzie Tunezja, ale przez lata przebywania z dala od swojego kraju nauczył się, że kolejnym domem może stać się także miejsce, z którym jest się związanym poprzez przyjaciół, pracę, zajęcia czy pasje.

Mój Wrocław

Mezri pracuje w firmie ACN, która projektuje usługi - głównie związane z branżą telefoniczną. Jest tam team leaderem, a pracując w międzynarodowej korporacji nie musi obawiać się bariery językowej. Jego wielokulturowość przejawia się wyraźnie w sferze językowej - do swojego syna mówi po polsku, włosku, francusku, a także w swym ojczystym języku. Sam przyznaje, że myśli i wypowiada się głównie po francusku, ale już złości się i przeklina wyłącznie po włosku. Wciąż nie ma czasu, aby nauczyć się biegle polskiego - po przyjeździe do kraju od razu podjął pracę, a dziś natłok obowiązków rodzinnych i zawodowych sprawia, że ta nauka zostaje odwlekana. Twierdzi, że lubi to jak wygląda Wrocław - podoba mu się jego architektura, przestrzeń, którą ma do zaoferowania, nie tylko w centrum, ale i na obrzeżach.

Głos w sprawie tolerancji

Kiedy Mezri przyjechał do Polski był bardzo otwartym, chętnym do podejmowania rozmów i zawierania znajomości człowiekiem. Było to związane z jego temperamentem, innym niż sposób zachowania i wyrażania emocji charakterystyczny dla Wrocławian. Takie nastawienie nie spotkało się ze zbytnią sympatią, a przynajmniej ze zbyt dużym odzewem, dlatego Mezri przestał w końcu próbować - swoje emocje pozostawia dla siebie. Nauczył się innego sposobu funkcjonowania w przestrzeni publicznej i teraz jest bardziej cichy i zamknięty w sobie. Nie potrafi uciec jednak od porównywania Wrocławia na przykład do gościnnych, rozemocjonowanych i tętniących życiem Włoszech.

Mezri przyznaje jednak, że daje się zaobserwować również we Wrocławiu pozytywna tendencja - młodsze pokolenie jest dużo bardziej otwarte od tych starszych. Z pokolenia na pokolenie rośnie nie tylko otwartość, ale wraz z nią tolerancja i chęć podjęcia dialogu z obcokrajowcami. Tunezyjczyk nie ma problemów z Polską, lecz z niektórymi Polakami już tak. Takie zmiany pokoleniowe, jakie przywołuje mogą więc oznaczać, że to, co do tej pory czasem przeszkadza mu w cieszeniu się z mieszkania we Wrocławiu wkrótce zostanie zastąpione nową jakością.

Powrót do głównego artykułu.