Trudno mi uwierzyć, że mogłabym żyć w innym mieście

Masza Glińska-Kozel jest Białorusinką, ale od 7 lat także wrocławianką. W swoim ojczystym kraju za udział w akcji protestacyjnej przeciwko władzy miała trafić na dwa dni do aresztu. Uczęszczała do liceum, które formalnie nie istniało - tajne zajęcia odbywały się w prywatnych mieszkaniach - tam mogła uczyć się w języku białoruskim, a nie w narzucanym rosyjskim. Buntowała się już jako nastolatka, bo nie rozumiała, dlaczego ma używać języka swoich sąsiadów, skoro ma własny, ojczysty.

Mój Wrocław

Przyjeżdżając do Polski dzięki stypendium dla osób prześladowanych politycznie Masza praktycznie nie znała języka. W studium nauki polskiego dla obcokrajowców w Łodzi nauczyła się go w rok, a następnie rozpoczęła poszukiwania idealnego miasta dla siebie. Chciała studiować, miała sprecyzowane plany, ale najważniejszy był dla niej klimat miasta. Wcześniej wraz z przyjaciółmi z tajnego liceum zwiedziła wiele państw w ramach wyjazdów naukowych dofinansowywanych przez organizacje wspierające opozycję. W Polsce aplikowała do Gdańska i Wrocławia, dostała się na studia do obu miast, ale wybrała Dolny Śląsk. Najpierw ukończyła licencjat z socjologii, następnie została magistrem kulturoznawstwa.

Głos w sprawie nietolerancji

Masza zapytana o to, czy Wrocław jest miastem wielokulturowym nie odpowiada wprost, lecz wyjaśnia, że nie dostrzega nic, co by miało mu w tym przeszkadzać. Podkreśla, że uwielbia to miejsce, sama zresztą świadomie je wybrała, choć widzi spore różnice pomiędzy tym, jaki wizerunek miał Wrocław wtedy, w 2007 roku, a jaki ma teraz. Wówczas był najbardziej europejski w Polsce - ewidentne było nastawienie na rozwój i otwieranie się na ludzi oraz kulturę. Dziś, zdaniem Maszy, miasto wyraźnie przystopowało, w stosunku do innych aglomeracji, jak chociażby Katowic. Tempo rozwoju znacznie spadło.

Nadal jednak widzi ogromne plusy Wrocławia. Przywołuje przykład Żywej Biblioteki - inicjatywy związanej z uwrażliwianiem Wrocławian na odmienność innych ludzi oraz umożliwianiem im kontaktów z osobami, które są odmienne ze względu na narodowość, religię, kolor skóry, orientację seksualną czy niepełnosprawność. Masza sama bierze udział w tym projekcie i bardzo ceni takie działanie miasta - z dumą podkreśla, że ta akcja narodziła się właśnie we Wrocławiu. Może taką dumę odczuwać, ponieważ jest tak mocno związana z miastem, że sama określa się nawet mianem lokalnej patriotki. Nie przeszkadza jej to jednak być także patriotką swojej ojczyzny.

Powrót do głównego artykułu.