W domu mówimy po ormiańsku

Araks Asatryan przyjechała z Armenii do Wrocławia, gdy miała pięć lat. Jej tata w poszukiwaniu pracy opuścił ojczyznę, ale zamierzał wrócić, kiedy tylko zarobi dość pieniędzy, a w Armenii poprawi się sytuacja. Plan powrotu obowiązywał nawet wtedy, gdy do Polski przyjechała już niemal cała rodzina - rodzice Araks i ona wraz z dwójką rodzeństwa. We Wrocławiu zostali jednak wszyscy.

Mój Wrocław

Tata Araks przyjeżdżając do Polski wybrał Wrocław zupełnie przypadkowo - na dworcu w Warszawie zapytał o duże i fajne miasto w Polsce, polecono mu stolicę Dolnego Śląska. Rodzina bardzo ceni sobie swoją przynależność do społeczności Ormiańskiej - w domu mówi się wyłącznie po Ormiański i gotuje się tylko takie potrawy. Araks żartuje, że w pierwszych latach, gdy rodzice naprawdę mocno wierzyli w to, że wkrótce wrócą do ojczyzny, nawet próbowali ją odseparować od Polski i udawali, że jest tak, jakby przeprowadzili się zwyczajnie do innego miasta. Dlatego Araks idąc do szkoły musiała w dwa miesiące nauczyć się języka. Zamieszkała z nimi Polka, która przez cały dzień mówiła wyłącznie po polsku - to były bardzo cenne lekcje i mała Ormianka mogła dzięki temu poradzić sobie w szkole, do której uczęszczała z Polakami. Pomogła jej także otwartość - dzięki tej cesze charakteru mogła bez trudu nawiązywać kontakty z rówieśnikami, angażować się w zabawy i organizowane w szkole wydarzenia, a często także sama je inicjować, nawet jeśli nie znała jeszcze biegle języka.

Historia - dlaczego nie jest łatwo być ormianinem?

Araks jako Ormiankę mieszkającą poza ojczyzną charakteryzuje bardzo duża świadomość przeszłości swojego narodu. Potrafi z przejęciem opowiadać zatrważające historie o wojnach, rzeziach, religijnych prześladowaniach i biedzie, która wynika z niekorzystnego usytuowania geograficznego kraju. Mówi dużo także o złożonej sytuacji politycznej - zarówno kiedyś, jak i w chwili obecnej. Doskonale wie, dlaczego nie może wrócić do swojego kraju i żyć tam szczęśliwie z całą rodziną. Kontaktują się codziennie przez skype, choćby w dziesięciominutowej rozmowie, aby babcia mogła wszystkich zobaczyć i upewnić się, że jej dzieci, których nie może mieć przy sobie są bezpieczne. To, że od 20 lat mieszka w Polsce wcale nie sprawia, że burzliwe losy narodu ormiańskiego są dla niej odległym tematem. Pierwszy raz pojechała do Armenii po 13 latach pobytu w Polsce, ale teraz jeździ tam z rodziną regularnie, głównie z okazji rodzinnych imprez okolicznościowych - wesel czy narodzin dziecka.

Ormianka pamięta o przeszłości swojego narodu, ale pamięta także to, na jakie problemy narażone są osoby innych narodowości, nieznające dobrze języka, gdy przyjeżdżają do Polski. Dlatego studiując prawo ma pomysł na siebie, aby w przyszłości pomagać takich osobom w kwestiach prawnych - nieznajomość polskiego prawa prowadzi do wielu kłopotów, z którymi trudno jest poradzić sobie obcokrajowcom. Ona chciałaby pomagać im pro bono, a swoją karierę zawodową związać z takimi gałęziami prawa jak prawo handlowe czy gospodarcze.

Araks uważa, że jej odmienność czasem była dla niej pomocna, na przykład w nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi. Żartuje, że już samo jej imię jest tak odmienne i intrygujące, iż w wielu sytuacjach wystarczy tylko przedstawienie się, aby rozmowa dalej potoczyła się sama. Oczywiście nie byłoby to możliwe, gdyby Ormianka nie była tak otwarta i chętna do zawierania znajomości.

We Wrocławiu mieszka jej zdaniem około sześćdziesięciu Ormian - tak szacuje na podstawie spotkań, które organizowane są cyklicznie i które skupiają mniejszość ormiańską. Bez wahania mówi, że zna wszystkich Ormian nie tylko we Wrocławiu, ale także w Oławie, Nysie czy Opolu. Gdy tylko przyjeżdża ktoś nowy, od razu nawiązuje kontakt z innymi obywatelami Armenii mieszkającymi w okolicy. Kontaktują się także ze społecznością ormiańską mieszkającą na pomorzu, na przykład w Gdańsku. Mocno integruje ich nie tylko fakt, że znaleźli się w obcym państwie, ale również burzliwa historia narodu, który doświadczył wielu klęsk i nieszczęść.

Powrót do głównego artykułu.